poniedziałek, 15 czerwca 2015

Róg

Oh nie, dotychczas towarzyszyło mi takie nieprzewidywalne szczęście a teraz mam wrażenie jakbym miała zadrapać się na śmierć. Nagle zauważam leżący niedaleko mnie nóż, za pewne ktoś o nim zapomniał lub przypadkiem go upuścił. Super! Będę miała dwa ostrza. Po jednym na rękę. Podnoszę go i mogę już zabijać. Jestem teraz pewniejsza siebie ale nadal czujna. Dobrze wiem że mogę stać się zbyt pyszna i przypłacę za to życiem...Muszę się pilnować. Cholera, Castiel mnie zauważył. Ale przecież on jest chyba zawodowcem.. Ale chwila, czy ja nie jestem zawodowcem? Też umiem zachować się dobrze na arenie i zabijać. Tylko że Castiel zdobył około 10 punktów w kapitolu a ja tylko 7. Niby różnica nie jest aż tak wielka ale na arenie liczą się szczegóły i sekundy. Najpierw jakoś rozprawię się z nim a później poszukam czegoś aby załagodzić swędzenie. Albo przemówię do publiczności ale będę musiała znaleźć jakieś ustronne miejsce. Dobra, nie mogę teraz o tym myśleć. muszę zając się Castielem. Zawsze byłam i będę indywidualistką ale... Sojusz z tym chłopakiem przyniósł by mi nie mało korzyści. Przykro będzię mi go zabijać.. A potem wygram igrzyska i mi minie. Widzę że Castiel biegnie w moim kierunku. Niby się skrada i chce być niezauważony ale ja go dostrzegłam. Wygląda na szybkiego ale nie jest zwinniejszy ode mnie. Jestem wątlejsza niż on i w tym przypadku ta cecha jest pozytywem. Niestety rozprasza mnie to swędzenie. Mam ochotę się podrapać. No nie...Pierwszy raz tak mocno w siebie zwątpiłam. Ale myślę realnie, no cóż podejmę właściwszą decyzję. To nie jest moja chwila. To nie czas na widowisko. Ale Castiel się zbliżą. Nie dam rady już tak szybko uciec! Co mam robić?! Nie mogę spanikować to najgorsze co mogę zrobić. Dobra, poświęcę swój jeden nóż. Z dwoma nożami byłabym nie pokonana, ale.. Ale tego wymaga sytuacja. Celuję w przeciwnika które jest na odległość około trzech metrów. Rzucam w niego jednym z noży i natychmiastowo obracam się w tył i biegnę. Nawet nie poczekałam aż nóż uderzy- wolałam od razu uciec. Muszę się uspokoić.. Nie zdążyłam nawet usłyszeć żadnego krzyku.. To pewnie przez przerażenie. Wdrapuję się na jedno z drzew rosnących wokół terenu na którym jest umieszczony róg. Dość dobrze widzę z góry ale nie idealnie. Wszystko mnie swędzi jak diabli....A może znów przemówię do ludu? Tak to idealny pomysł. Uśmiecham się słodko ale jednocześnie nieco ponuro do ludzi. Zaczynam mówić niezbyt głośno aby nie zwrócić na siebie uwagi wrogów. *Kochani... Spójrzcie tylko na moją skórę <pokazuję czerwone ręce i szyję> Widzicie? To przez te okropne krzaczory! Tam byłą pułapka celowo zastawione przez ludzi.. Na mnie. Na Waszą Megumi... Pomożecie mi? Bardzo Was proszę.Chciałabym jakoś załagodzić swędzenie bo długo tak nie wytrzymam, przez ten brak maści nawet nie zabiłam Castiela, to znaczy nie wiem czy go skrzywdziłam czy nie... Ale nie walczyłam z nim wręcz. Tylko rzuciłam nożem... Proszę to od Was zależy moje życie kochani. Do zobaczenia <wysyłam im całuska>* Niedługo czekam na odpowiedź. Po chwili z nieba spada pakunek. Zawisnął na gałęzi obok. Bardzo łatwo chwytam paczuszkę i ją rozpakowuję. To jest to. Idealnie. Maść na uczulenie spowodowane krzewem. Nanoszę nie wielkie ilości na szyję i dłonie oraz na twarz. Ulga przychodzi po kilki minutach. Oddycham głęboko. * Dziękuję ludzie...*- szepczę. Staram się nie zasnąć, ponieważ mogłabym spaść lub ktoś inny mógłby mnie zabić. Jednak to drzewo jest mocno liściaste.. Ale to także minus.. Nie widzę wszystkiego tak dobrze jakbym chciała ale na całe szczęście widzę wystarczająco.

sobota, 13 czerwca 2015

Arena trzy

Wyjmuje nóż z mojej ofiary. Ręce mi się trzesa. Niby jestem silna i wiem że mogę pokonać wielu. Możliwe ze nawet wszystkich ale w swoim dystrykcie... W swoim dystrykcie walczyłam i zabijałam własnymi rękami ludzi. Oczywiście jeżeli była taka potrzeba. A nożem i czasami łukiem posługiwałam się na zwierzynie.. Chowam swój nóż i nagle zdziwiona zauważam jakąś paczuszke spadająca w moją stronę. Znowu coś od sponsorów? Od kogo? Przecież już nie przemawiałam do ludzi... Otwieram opakowanie. Chleb... I jak zawsze karteczka. Spodziewam się jakiegoś miłego słowa od sponsora... Ale zaraz. To co czytam nieco wzbudza we mnie lęk... Mam uciekać z sektora. Ale dlaczego? Po co? Jejuu.. A było juz tak idealnie. Ale nie mogę spanikowac bo rozczaruje kapitol. I jednocześnie skarze się na śmierć. Bez pomocy i uwielbienia ludzi będę nikim. Wszyscy są nikim jeżeli ludzkość ich nie toreluje... Tak jest zawsze wiec trzeba dominować i pracować nad reputacja. To ważne. Ale czy najważniejsze? To dla mnie trudne. Często borykam się z takimi myślami... Ale to nie pora na rozterki. Zabieram wszystkie swoje rzeczy i z nożem w prawej ręce cofam się i schodze z góry na cale szczęście na razie nie jest stromo. Później będzie trudniej. Na przeciwko mnie ktoś stoi. Ale daleko. Nie umiem rozpoznać tego kształtu. Skradam się powoli. Ale ten ktos stoi i pochyla się nie co. Nie rusza się tylko głową. Podchodząc bliżej rozpoznaje sylwetkę i jednocześnie wiem już kto to... Kozica. Nie będzie mi grozić. Ale ja tez nie chce jej zabijać. Zwyczajnie mi się nie chce. Ale mam nadzieje że mnie nie zaatakuje... Co ja gadam. Na pewno mnie nie zaatakuje. To zwierzę nie żywi się mięsem. Obchodze ja wielkim kręgiem. Nie zauważyła mnie ale i tak obracam się do tylu aby wiedzieć co się dzieje. Na mojej drodze pojawia się stroma ściana sięgającą w dół po której wczesniej wchodzilam. Żucam koc na dół. Bochenek chowam do kieszeni razem z nożem. Ostrożnie zeszlam po ścianie. Niestety nie moge znaleźć mojego koca. Nie ma go w miejscu w którym go zostawilam... Znaczy zażuciłam go z góry więc się nie dziwie ze teraz nie mogę go znaleźć. Ale szukam go pod stroma ściana. Jest! Widzę go ale niestety jest na gałęzi drzewa. Chyba dosięgne go jakoś. Żucam nożem w gałąź. Przeszywam ja i spada z hukiem. Wyjmuje nóż i zabieram mój koc. Wybiegam z mojego sektora. Teraz jestem uważna. Muszę mieć oczy dookoła głowy bo jeżeli będę mniej ostrożna ktoś mnie zabije. Skradam się pomiędzy krzakami... Na razie nikt mnie tu nie zobaczy.

piątek, 5 czerwca 2015

arena dwa

Budze sie spokojna i wyspana. Wczesniej obudziły mnie dźwięki huków. Były dwa. Pozostaje mi jedna myśl w głowie. Musze wytropić resztę. Może to i podłe ale w końcu...obiecałam publiczności widowisko...musialanym jakoś naostrzyc mój nóż. Tylko czym? Kamieniem? Przydałby sie jakiś metal... Ostry. Albo żyletka. Nie urzyje kamienia bo tylko stepie moj nóż. Zwijam koc i okrywam się nim tak aby nie utrudniał mi chodzenia. Nadal jest zimno ale juz aż tak nie wieje jak wczoraj. Na razie nie jestem głodna wiec jest dobrze. A po za tym w pobliżu nie widzę żadnego strumyka. Mogę jeszcze ewentualnie zapolować na jakieś kozy.. Ale to byłoby zbyt niebezpiecznie. Może i dalabym rade ale to nie jest teraz najpilniejsze. Idę w górę może tam będą inni rywale. A jeżeli nie to znajdę chociaż jakieś kocice lub kozy. To jakiś plus. Muszę myślę pozytywnie i być pewna siebie. Na ostrze ten nóż po drodze a jeśli nie znajdę metalu to tez nic się nie stanie. Idę jak na razie jeszcze nie przemeczona w góre. Nagle potykam się o wystające kamienie. Ałł... Nabilam sobie siniaka na łokciu ale po za tym na szczęście wszystko jest dobrze. Głupie kamienie. Chwila... To nie są kamienie... Ojej ale lśniące te kryształki. Ciekawe co to. Przyjżę się bliżej. Oo! To przecież rudy żelaza. Ale szczęście mi dopisuje. Jest mi tu lepiej niż w dystrykcie ósmym... Ale muszę być ostrożną i nadal czujna. Niestety nie mogę wydobyć żelaza z podłoża ale mogę naostrzyc nóż. Jak wspaniale. Po krotce zadowolona ide dalej z nożem ostrym jak brzytwa. Ciekawe gdzie reszta trybutów. Uslyszalam dwa huki nie wiem czy było ich wiecej... Slyszalam dwa.Skradam się aby nikt mnie nie dostrzegł. Może będzie tu mój rywal... Przygotowała nóż. Słyszę czyjeś kroki za dużym głazem. Zucam nożem niczym sztyletem i słyszę czyiś upadek. Koza? A może człowiek? Nie wiem ale w każdym razie ta istota juz krwawi i niedługo umrze. Przez ta chwile w dol pod mojego stopy spływa strumień krwi. Czyja ta krew? Nie mam pojęcia...zamierzam zakrasc się od tylu i odebrać moja wlasnosc- mój nóż.

środa, 3 czerwca 2015

Sektor Szary

Zastanawiam się czy tutaj w sektorze szarym znajduje się jakaś zwierzyna lub ewentualnie jadalne rośliny, ale zawsze wolałam mięso lub ryby...Właśnie! Ryby. Przecież wśród tych wzgórz po mimo chłodu na pewno znajduje sie gdzieś płynący strumyk lub potok. Ale w pierwszej kolejności powinnam znaleźć dobre miejsce na ukrycie i na nie wyziębienie się. Przecież jest taka straszna wichura. Chciałabym mieć sponsora (jak coś kilka osób deklarowało się zę napisze do Was ze są moimi sponsorami chociaż nigdy nic nie wiadomo więc xD  ). Nie widzę kamery ale postanawiam powiedzieć coś do kapitolu. Chcę aby mnie usłyszeli. Chcę być ich ulubienicą. Niestety nie wiem czy mi się uda...Muszę jednak byc pewna siebie! Powtarzam w myślach ,,Pamiętaj uda Ci się'' Zaczynam mówić dość szybko ale wyraźnie:,,Kochani ludzie! *uśmiecham się radośnie i staram sie wyglądać na przemiłą i szczęśliwą osobę* Widzicie jak tu zimno? *śmieję się pod nosem* Ja również nie myślałam zę w sektorze szarym zaznam takiego chłodu. A więc sprawa wygląda następująco. Mam tylko nóż. *śmieję się żałośnie* Ale nadal we mnie wierzycie prawda?! Mogę zaraz wytropić innych i ich zchwytać! Chcecie tego? Więc proszę... Bądźcie moimi sponsorami i wyślijcie mi coś ciepłego bo.. Marznę.* zakańczam niewyraźnym uśmiechem*'' Mam nadzieję że pokażą to w televizji bo nie przeżyję. Idę poszukać jakiegoś strumyku. Wędrując natrafiam na dwie wysokie góry i jedną mniejszą. Hmm stwierdzam że za mniejszą górą nie ma nic pożytecznego.. Przecież nie możę być tak łatwo. Wchodzę na jedną z wysokich gór. Nie ukrywam że jest trudno. Wspinaczka jest uciążliwa ale na pewno dam radę. W końcu przed moimi oczami ukazuję się swobodnie płynący potok. Tak jakby znalazł się tam od tak z nikąd. Dziwi mnie ta sytuacja ale z radością i nie wielką podejrzliwością do niego podbiegam. Wszystko jest dobrze. Nie było tutaj żadnej najmniejszej pułapki. Ryby płyną szybko ale ja również jestem zwinna i mam przewagę- jest nią nóż. Wbijam w ryby jedna za drugą nóż. Wyciągam każdą szybko z wody aby nie żywa ryba nie popłynęła w dół góry. Hmm, nie znam wszystkich tych ryb, ale jedna z nich to na pewno łosoś.. Lub pstrą. Ehh nie znam się na rybach. Wiem tylko które są te niejadalne. Jak na przykład ta nadymająca się która ma truciznę w sobie. Przykucam przy rybach i wkładam wszystkie do kieszeni. Nie jest ich dużo. Zabrałam tylko tyle ile potrzebuje. Idąc dalej przed siebie mam wrażenie że potok zanika. Tak po prostu ale to tylko zwykłe wrażenie. Na pewno mi się zdawało. Idę szybko po górze. Z czasem zrobiła się na szczęście mniej stroma i nie wymagała wspinaczki. Nagle zupełnie nie spodziewanie z nieba spada jakaś paczuszka. A co to? Czyżby ktoś zrobił mi prezent i mnie wspomógł? Ooo.. Byłoby fantastycznie! Paczuszka zawisła na ostrym kamieniu wystającym z podłoża jakich nie mało. Ostrożnie sięgam po niespodziankę. Na całe szczęście kamień był na tyle blisko że nie byłam narażona na niebezpieczeństwo. Ooo! To jest to w paczuszce znajduję ciepły koc. Jeszcze fajnie byłoby dostać te ubrania które zatrzymują ciepło no ale cóż wszystkiego nie można mieć. Zadowolę się tym. W sumie to uratuje mi życie ten koc! Przy rogu kocyka jest dołączona karteczka ,, Od @LubieeMatematyke '' Super. Będę musiała później poszukać tego dobrego człowieka i mu podziękować.. Hmm ale obiecałam że kogoś wytropię i zchwytam no ale to już nie dziś. Teraz zajmę się oskrobaniem ryby i płożeniem się do snu. Stwierdzam że na górze na pewno trudno będzie rozpalić ognisko. Muszę jakoś przeżyć bez tego. Ten koc ma chyba jakąś specjalna kapitolską funkcję. Bo grzeje jak żadna z moich pościeli w ósmym dystrykcie.Jest nawet cieplejszy niż te wszystkie 4 pościele i jeden zwykły kocyk w moim domu. Jej super jest ten człowiek który ufundował mi koc..Kończę skrobać ryby.Łosoś jest idealny do jedzenia na surowo więc jego zjem jako pierwszego. Później z tego co wiem można jeść na surowo także jakąś tam rybe maślaną ale jej nie mam. Mam jeszcze tuńczyki ale je też zjem na surowo. Na pewno nic mi po nich nie będzie. Wielu ludzi robi Sushi z tuńczykiem więc jestem spokojna. Zjadam ze smakiem wszystkie ryby. Niektóre był tak świeże jak żadne jakie jadłam. Ze smakiem w buzi kładę się spać a mój nóź trzymam pod kocem- blisko siebie. Super ż eten koc jest na tyle duży że leżę na nim i jednocześnie jestem nim okryta.. Ohh wcale nie tak źle na tej arenie. Czuję się super. Uśmiecham sie jeszcze tylko miło i radośnie do ludzi z kapitolu i drzemię. JAK BY COŚ BYŁO NIE JASNE TO PISZCIE MI W KOMENTARZU NA ASKU ;)