Wyjmuje nóż z mojej ofiary. Ręce mi się trzesa. Niby jestem silna i wiem że mogę pokonać wielu. Możliwe ze nawet wszystkich ale w swoim dystrykcie... W swoim dystrykcie walczyłam i zabijałam własnymi rękami ludzi. Oczywiście jeżeli była taka potrzeba. A nożem i czasami łukiem posługiwałam się na zwierzynie.. Chowam swój nóż i nagle zdziwiona zauważam jakąś paczuszke spadająca w moją stronę. Znowu coś od sponsorów? Od kogo? Przecież już nie przemawiałam do ludzi... Otwieram opakowanie. Chleb... I jak zawsze karteczka. Spodziewam się jakiegoś miłego słowa od sponsora... Ale zaraz. To co czytam nieco wzbudza we mnie lęk... Mam uciekać z sektora. Ale dlaczego? Po co? Jejuu.. A było juz tak idealnie. Ale nie mogę spanikowac bo rozczaruje kapitol. I jednocześnie skarze się na śmierć. Bez pomocy i uwielbienia ludzi będę nikim. Wszyscy są nikim jeżeli ludzkość ich nie toreluje... Tak jest zawsze wiec trzeba dominować i pracować nad reputacja. To ważne. Ale czy najważniejsze? To dla mnie trudne. Często borykam się z takimi myślami... Ale to nie pora na rozterki. Zabieram wszystkie swoje rzeczy i z nożem w prawej ręce cofam się i schodze z góry na cale szczęście na razie nie jest stromo. Później będzie trudniej. Na przeciwko mnie ktoś stoi. Ale daleko. Nie umiem rozpoznać tego kształtu. Skradam się powoli. Ale ten ktos stoi i pochyla się nie co. Nie rusza się tylko głową. Podchodząc bliżej rozpoznaje sylwetkę i jednocześnie wiem już kto to... Kozica. Nie będzie mi grozić. Ale ja tez nie chce jej zabijać. Zwyczajnie mi się nie chce. Ale mam nadzieje że mnie nie zaatakuje... Co ja gadam. Na pewno mnie nie zaatakuje. To zwierzę nie żywi się mięsem. Obchodze ja wielkim kręgiem. Nie zauważyła mnie ale i tak obracam się do tylu aby wiedzieć co się dzieje. Na mojej drodze pojawia się stroma ściana sięgającą w dół po której wczesniej wchodzilam. Żucam koc na dół. Bochenek chowam do kieszeni razem z nożem. Ostrożnie zeszlam po ścianie. Niestety nie moge znaleźć mojego koca. Nie ma go w miejscu w którym go zostawilam... Znaczy zażuciłam go z góry więc się nie dziwie ze teraz nie mogę go znaleźć. Ale szukam go pod stroma ściana. Jest! Widzę go ale niestety jest na gałęzi drzewa. Chyba dosięgne go jakoś. Żucam nożem w gałąź. Przeszywam ja i spada z hukiem. Wyjmuje nóż i zabieram mój koc. Wybiegam z mojego sektora. Teraz jestem uważna. Muszę mieć oczy dookoła głowy bo jeżeli będę mniej ostrożna ktoś mnie zabije. Skradam się pomiędzy krzakami... Na razie nikt mnie tu nie zobaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz